Po paru dniach lenistwa wracam do Was z jeszcze większą energią. Postanowiłam wzbogacić swój zeszyt o kolejny domowy chleb, który nie potrzebuje całego dnia przygotowań. Wszystko idzie sprawnie i szybko.
Wakacje to czas na celebrowanie najmniejszych przyjemności. Dla mnie są to śniadania, które od zawsze uwielbiałam. Kiedy tylko pozwala mi na to czas, zaszywam się wieczorami w kuchni i wypiekam chleby lub bułki, a wszytko po to, żeby rano móc cieszyć się smakiem prawdziwego, pełnowartościowego pieczywa. Jak dla mnie nie ma lepszego poranka :)
Oczywiście obowiązkowo coś do poczytania i świeżo parzona kawa.
Składniki:
- 150g mąki orkiszowej
- 100g otrębów owsianych
- 350g mąki żytniej typ 580
- 20g oleju roślinnego
- 30g świeżych drożdży
- 200g mleka
- 150-180ml wody
- 2 łyżeczki soli himalajskiej lub 1 łyżeczka zwykłej soli
Przygotowanie:
- W misce mieszamy oba rodzaje mąki, otręby oraz sól.
- Drożdże rozpuszczamy w letnim mleku z łyżką mąki i odrobiną cukru. Kiedy zaczyn się ruszy dodajemy olej oraz wodę i mieszamy.
- Suche składniki łączymy z mokrymi. Wyrabiamy elastyczne i gładkie ciasto. Jeśli uznacie, że jest zbyt suche należy dodać jeszcze odrobiny wody.
- Podłużną formę do ciasta smarujemy olejem, wysypujemy np otrębami i przekładamy nasze ciasto. Pozostawiamy je do wyrośnięcia na około godzinę. Po tym czasie smarujemy je wodą i wstawiamy do piekarnika. Chleb pieczemy w 200 stopniach przez 40-45 minut. Kroimy po wystudzeniu. Smacznego.
Uwielbiam lato za wszelkie dary, którymi nas obdarowuje. Borówki, maliny, wiśnie, jagody... Idąc rano na targ ciężko pohamować się przed kupnem koszyczka malin, woreczka borówek czy też 1kg wiśni od zaprzyjaźnionej Pani. Gdzie tu jeszcze miejsce np na śliwki czy też gruszki, które już zaczynają się pojawiać? Muszę się powstrzymywać, żeby nie nakupić wszystkiego bo jeszcze trzeba mieć miejsce, żeby móc to wszystko przetrzymać! Jednak z pomocą przyszła mi Roksana, która zainspirowała mnie do upieczenia tych magicznych bułeczek. Dlaczego magicznych? Bo znikają tak szybko jak się tylko pojawiają :) Dlatego już wiem, że na dniach powstanie ich kolejna porcja, którą zabiorę w podróż. Skuście się na te cuda bo warto!
Składniki:
ciasto:
- 400-420 g mąki pełnoziarnistej
- 40 g cukru
- 7 g (1 saszetka) suszonych drożdży instant
- szczypta soli
- 100 ml ciepłego mleka
- 3 rozkłócone jajka
- 150 g roztopionego masła
nadzienie:
- 200g borówek
- 250g serka mascarpone
- 2 łyżki syropu z agawy
kruszonka:
- 50 g mąki
- 25 g masła
- 30 g cukru
+roztrzepane jajko do posmarowania ciasta
Przygotowanie:
- Zaczynamy od ciasta. Do miski wsypujemy wszystkie sypkie składniki i mieszamy. Powoli wlewamy jajka i cały czas mieszając dolewamy mleko oraz tłuszcz. Wszystko dokładnie ze sobą łączymy. Ciasto powinniśmy wyrabiać około 5-8 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Jeśli wydaje się zbyt rzadkie to należy dodać więcej mąki. Ciasto odstawiamy pod przykryciem, aż wyrośnie lub wstawiamy do lodówki i zajmujemy się nim z samego rana. Ja jednak wybrałam pierwsza opcję (pewnie ze względu na swoje łakomstwo!)
- Zajmujemy się nadzieniem. Serek mascarpone przekładamy do miseczki i łączymy go z syropem z agawy lub inna ulubioną substancją słodzącą. Opcjonalnie można dodać 1 łyżkę jogurtu naturalnego, żeby konsystencja była gładsza. Borówki dokładnie myjemy i osuszamy.
- Czas na kruszonkę. Wszystkie składniki umieszczamy w misce i poprzez rozcieranie tworzymy zbitą kulę, którą schładzamy.
- Blachę do pieczenia smarujemy masłem. Wyrośnięte ciasto chwilę wyrabiamy, a następnie dzielimy na 13 równych części. Każdą kulkę spłaszczamy i wypełniamy serkiem oraz owocami. Zalepiamy i układamy łączeniem do dołu. Kiedy wszystkie bułeczki są wypełnione po brzegi możemy posmarować je jajkiem, a następnie oprószyć obficie kruszonką. Pamiętajcie, żeby miały niewielką przerwę między sobą, ponieważ podrosną i złączą się ze sobą.
- Bułki pieczemy w 180 stopniach przez 20-25minut, aż się podniosą i zarumienią. Zajadamy (najlepiej) po upieczeniu lub chwilę czekamy, aż przestygną. Smacznego.




Czasami przychodzi taki moment, kiedy zastanawiamy się czy to co robimy faktycznie ma sens? Przecież jest tylu lepszych od nas. Jednak czy takie myślenie do czegoś nas w życiu doprowadzi? Obawiam się, że do niczego dobrego. Dlatego uwielbiam zamykać się w kuchni i tworzyć przeróżne słodkości- dla siebie i bliskich. Nie zawsze kończy się to sukcesem, ale podobno człowiek uczy się na błędach, więc mimo gorszych dni nie mam zamiaru się zniechęcać. Do tej tarty podchodziłam dwa razy i właśnie drugie podejście okazało się sukcesem i rozkoszą dla kubków smakowych :)
Składniki:
kruchy spód:
- 150 g mąki
-
30 g cukru pudru
- 90 g masła
-
2 żółtka
budyń:
- 1 budyń waniliowy(60 g)
-
500 ml mleka
beza:
-
2 białka
-
100 g cukru
-
1 łyżka mąki ziemniaczanej
owoce:
- ok 400g malin
- 3 łyżki mąki ziemniaczanej
- 2 łyżki brązowego cukru
- 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
Przygotowanie:
- Wszystkie składniki na spód umieszczamy w misce i energicznie zagniatamy, żeby uzyskać gładkie ciasto. Schładzamy w lodówce.
- Budyń gotujemy według instrukcji na opakowaniu i odstawiamy do wystudzenia.
- Owoce dokładnie myjemy, zasypujemy cukrem i podgrzewamy. Kiedy puszczą sok dodajemy mąkę ziemniaczaną i ponownie doprowadzamy do wrzenia- odstawiamy.
- Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wylepiamy dno formy. Podpiekamy około 15 minut. Na podpieczony spód wylewamy budyń, rozprowadzamy maliny. Na sam wierzch wykładamy bezą, którą przygotowujemy bezpośrednio przed jej użyciem.
- Ciasto pieczemy przez 35 minut w 180 stopniach - beza musi być delikatnie zarumieniona. W czasie pieczenie nie można otwierać piekarnika!
- Podajemy po delikatnym przestudzeniu. Smacznego.
Kto nie lubi deserów, które rozpływają się w ustach? Intensywny smak kawy połączony ze słodyczą delikatnego serka to zdecydowanie moje smaki. Wiem, że niektórzy boją się jeść surowych żółtek pomimo wcześniejszego sparzenia jajek, ale ja nie umiem sobie odmówić takiej przyjemności. Od dziecka jestem nauczona, że żółtka w takiej postaci można jeść i już tak mi zostało. Może i Wy się skusicie na ten klasyczny włoski deser? :)
Składniki:
/3 porcje/
- opakowanie podłużnych biszkoptów
- 250g serka mascarpone
- 3 żółtka
- 5 łyżki cukru pudru
- 250ml czarnej świeżo parzonej kawy
- 4 łyżki amaretto
- czekolada i kawa do dekoracji oraz ulubione owoce
Przygotowanie:
- Parzymy kawę i odstawiamy do wystudzenia. Dodajemy do niej likier amaretto.
- W misce ucieramy na puszystą masę żółtka z cukrem. Stopniowo dodajemy po łyżce serka mascarpone.
- Przygotowujemy pucharki. Biszkopty moczymy z obu stron w wystudzonej kawie i układamy na samym spodzie. Następnie dajemy warstwę kremu, ponownie nasączone biszkopty i krem. Wierzch dekorujemy mieloną kawą/ startą czekoladą lub kakao, a dodatkowo możemy udekorować całość owocami. Podajemy po schłodzeniu- minimum 2 godziny. Smacznego.
Jak widać w tytule kolejny raz dzielę się z Wami pomysłem na pysznie śniadanie. Bułki maślane już się tutaj pojawiły (klik), jednak te dzisiejsze są robione w troszkę inny sposób. Jeśli chodzi o konsystencję ciasta to jest ona podobna, a świeżość utrzymują tak samo długo, ponieważ nawet do 7 dni ( o ile coś Wam do tego czasu zostanie :)). Takie wypieki robię zazwyczaj późno w nocy, ale to i tak nie ma znaczenia, ponieważ przynajmniej dwie ciepłe znikają natychmiast. Bo czy można oprzeć się domowym wypiekom?
Składniki:
/10 sztuk/
- 380g mąki pszennej lubelskiej
- 30g świeżych drożdży
- 80g cukru pudru
- 50g masła
- 1 jajko
- 250g kefiru naturalnego w temp. pokojowej
- 1/3 łyżeczki soli
- jajko wymieszane z łyżką jogurtu do posmarowania bułek
Przygotowanie:
- Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól (lub ewentualnie inne przyprawy np. cynamon)
- Ucieramy na gładką masę masło z cukrem oraz drożdżami. Dodajemy jajko i ponownie miksujemy.
- Suche składniki łączymy z masą "maślaną". Dodajemy kefir i wyrabiamy gładkie ciasto. Pozostawiamy do wyrośnięcia.
- Z wyrośniętego ciasta formujemy kuleczki, które smarujemy rozkłóconym jajkiem wymieszanym z jogurtem (lub śmietaną). Dodatkowo bułeczki można posypać migdałami/otrębami/ kruszonką/ siemieniem lnianym.
- Pieczemy je w 180 stopniach przez 25-30minut, aż wierzch się ładnie zarumieni. Zajadamy po wystudzeniu. Smacznego.
Dziś mam dla Was mój mały eksperyment. Postanowiłam spróbować wypieków na bazie mąki kokosowej i jestem zachwycona efektem. To dopiero pierwszy wypiek, ale i tak jestem dobrej myśli. Oczywiście w przeliczeniach kulinarnych mąka kokosowa nie może być 100% zamiennikiem mąki pszennej ze względu na swoje właściwości absorpcyjne, ale można próbować i metodą prób i błędów z pewnością uda się uzyskać satysfakcjonujący efekt. Mąka kokosowa ma cudowny aromat i nadaje wypiekom delikatną słodycz. Za sprawą bananów ciasteczka są miękkie i delikatne. Koniecznie spróbujcie!
Składniki:
- 80g mąki kokosowej
- 2 banany
- 1/2 łyżeczki sodki
- 2 łyżki oleju
- 1 jajko
- 4 daktyle namoczone w wodzie
- 2 łyżki wody
Przygotowanie:
- Wszystkie składniki umieszczamy w misce i traktujemy blenderem. Powstanie ciasto, które formujemy w zbitą kulę. Z powstałej masy formujemy kuleczki, które spłaszczamy i układamy w niewielkich odstępach.
- Pieczemy w 180 stopniach przez 25 minut. Po upieczeniu koniecznie odstawiamy do wystudzenia.
Lato oferuje nam tyle pysznych owoców, że już sama nie wiem, na które się decydować. W lodówce pełno malin, jagód oraz czereśni, powoli pojawia się winogrono oraz brzoskwinie. Wszystko naturalnie słodkie i zdrowe, ale nie da się zjeść wszystkiego na jeden raz! Mam jednak na to sposób. Piekę ciasta i bułeczki, a tego nigdy nie można sobie odmówić, więc wszelkie owoce zostają wykorzystane i każdy może cieszyć się ich smakiem :)
Dzisiaj postawiłam na morele- jeszcze nieco kwaśne, ale takie lubię najbardziej. Słodyczy nadał im niezastąpiony syrop klonowy, a dodatkiem przełamującym cały smak był rozmaryn. Brzmi ciekawie? To może skusicie się na kawałeczek? :)
Składniki:
ciasto:
- 1,5 szklanki mąki
- 2 łyżki cukru pudru
- 3 żółtka
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 125g masła roślinnego
nadzienie:
- 600g moreli
- 7 łyżek syropu klonowego
- gałązka rozmarynu
- 4 łyżki jogurtu naturalnego
- 1 żółtko
Przygotowanie:
- Składniki na ciasto umieszczamy w misce i szybko zagniatamy. Przygotowane ciasto chłodzimy w lodówce 30 minut.
- Morele myjemy, obieramy ze skórki i usuwamy pestkę. Wrzucamy do garnka i gotujemy z dodatkiem 5 łyżek syropu klonowego, rozmarynu i odrobiny wody- nie można doprowadzić do całkowitego rozgotowania owoców!
- Schłodzone ciasto rozwałkowujemy na okrągły placek, który rozkładamy na papierze do pieczenia. Brzegi smarujemy jogurtem naturalnym, a środek roztrzepanym żółtkiem. Na środek wykładamy odsączone owoce. Brzegi zawijamy do środka. Całość przed pieczeniem polewamy syropem klonowym.
- Ciasto zapiekamy w 180 stopniach przez 45 minut. Podajemy po wystudzeniu.

W końcu jestem. Mówi się "home sweet home" i chyba coś w tym jest. Uwielbiam wrocławski klimat, wszelkie, parki i ogrody, rynek za dnia i w nocy, ale jednak dopiero w domu mogę prawdziwie odpocząć. To dopiero pierwsze dni, ale moja głowa już jest wypełniona licznymi pomysłami i z pewnością będę się starać każdy realizować.
Na dobry początek dnia mam dla Was i dla siebie ucierane ciasto z czereśniami. Puszyste jak chmurka i słodkie za sprawą owoców. Do tego filiżanka kawy i można podbijać świat, a przynajmniej dzisiejszy dzień :)
Składniki:
- 200g mąki pszennej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- torebka budyniu śmietankowego z kawałkami czekolady
- 80 g cukru
- szczypta soli
- 200g masła roślinnego
- 4 jajka
- 500g czereśni
Przygotowanie:
- Czereśnie drylujemy, myjemy i osuszamy. Umieszczamy je w garnku razem z plasterkami cytryny oraz połową cukru i gotujemy, aż cukier się rozpuści. Odstawiamy do ostudzenia.
- Wszystkie sypkie (oprócz cukru) składniki przesiewamy do miski.
- Masło ucieramy na puszystą masę z pozostałym cukrem. Stopniowo wbijamy po jednym jajku. Dosypujemy wcześniej zmieszane sypkie składniki i łączymy.
- Do wysmarowanej masłem tortownicy przelewamy 1/3 ciasta. Następnie układamy 3/4 odsączonych czereśni i ponownie e równomiernie rozsmarowujemy ciasto. Na sam wierzch układamy pozostał czereśnie. Pieczemy w 180 stopniach około 50 minut. Zajadamy po wystudzeniu.

Kolejny chlebowy wypiek, to już chyba uzależnienie, ale na całe szczęście ZDROWE UZALEŻNIENIE. Jak już raz upiecze się domowy chleb to innego nie ma się ochoty konsumować i będę Wam o tym przypominać do znudzenia! Tak przynajmniej jest w moim przypadku. Chleb jest szybki w przygotowaniu (wystarczy mieć gotowy zakwas) i nawet nie trzeba przy nim brudzić rąk! Najlepiej smakuje drugiego dnia po upieczeniu, dlatego zazwyczaj wypiekam go wieczorem, a na noc zostawiam pod przykryciem lnianej ściereczki. Wówczas, rano na śniadanie nadaje się idealnie :)
Składniki:
- 300 g mąki żytniej typ 580
- 150 g zakwasu żytniego
- 240 g ciepłej wody
- 150 g maślanki
- 130 g otrębów pszennych
- 50 g płatków owsianych górskich
- 20 g siemienia lnianego
- 15 g świeżych drożdży
- 1 łyżka soli
- 1 łyżka syropu z agawy/miodu
- ewentualnie garść żurawiny lub owoców goji
Przygotowanie:
- W rondelku podgrzewamy wodę i maślankę- odstawiamy do wystudzenia.
- W drugim naczyniu kruszymy drożdże, które rozcieramy z łyżką mąki, łyżką cukru i odrobiną letniej wody. Odstawiamy do wyrośnięcia.
- W misce mieszamy przesianą mąkę, sól, wodę, syrop z agawy, zaczyn, zakwas, otręby, płatki i siemię. Masa będzie klejąca, ale to nic nie szkodzi.
- Tak przygotowane ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na około 1,5h.
- Po tym czasie formę wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niej chlebową masę.
- Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C. (bez termoobiegu) i pieczemy w nim chleb przez ok.60 minut. Kroimy po całkowitym wystudzeniu :)
Jak Wam minął weekend? Był pracowity czy raczej leniwy? Pogoda chyba dopisała, więc chociaż łatwo było się zmobilizować do jakiegokolwiek działania, a przynajmniej mi to pomaga. Ale co robić w chwilach gdy za oknem szaro, buro i ponuro? :c Ja zawsze decyduje się na wypiekanie. Poza tym to także idealna opcja na oderwanie się od codzienności, a później chwila relaksu przy domowych słodkościach. Bo czy może być coś pyszniejszego od świeżo upieczonego ciasta i zapachu świeżo mielonej kawy? To mój mały rytuał- świeżo upieczone ciasto + filiżanka czarnej kawy. A Wy z czym zajadacie takie drożdżowe wypieki? :)
Składniki:
- 5 szklanek mąki pszennej
- 1/2 szklanki cukru waniliowego
- 5 jajek
- 12dag drożdży
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka oleju
Przygotowanie:
- Mleko podgrzewamy w garnuszku. Do miseczki kruszymy drożdże, dodajemy po łyżce mąki oraz cukru i odrobinę ciepłego mleka. Wszystko mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia.
- Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę.
- Do dużego naczynia przesiewamy mąkę. Powoli dodajemy wszystkie składniki i porządnie wyrabiamy ciasto przez około 10 minut, żeby było elastyczne i bez grudek. Tak przygotowane możemy przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia.
- Kiedy ciasto podwoi swoją objętość możemy przełożyć je do wysmarowanej tłuszczem formy i ewentualnie posypać z wierzchu kruszonką lub płatkami migdałowymi. Gotowe wkładamy do piekarnika i trzymamy w nim przez 1h w 180 stopniach (z termoobiegiem).
- Po upieczeniu studzimy i zajadamy. U mnie obowiązkowo z warstwą masła, truskawek i cukru! :)
Dziś mam dla Was mój nowy obiadowy (i nie tylko) rarytas! Są to knedle, ale zupełnie inne niż te tradycyjne robione z ziemniaków. Postanowiłam zastąpić je serem twarogowym. Słyszałam już o takich wymysłach, jednak do tej pory wydawało mi się, że ich ugotowanie jest niemożliwe i generalnie nic z tego nie będzie. A tu taka niespodzianka! Obiad wyszedł pyszny i bardzo sycący, a co najważniejsze- słodki! :)
Składniki:
knedle:
- 250 g twarogu
- 150 g mąki pszennej
- 1/2 szklanki mleka
- jajko
- śliwki z syropu (domowe)
bułka tarta z cynamonem:
- 8 łyżek bułki tartej
- 4 łyżki masła
- pół łyżeczki cynamonu
Przygotowanie:
- Twaróg rozgniatamy widelcem z dodatkiem jajka i mieszamy. Następnie dodajemy przesianą mąkę i na koniec dolewamy mleka wyrabiając ciasto w kulę. Ciasto wkładamy do
lodówki na około 30 minut.
- Ciasto na knedle wałkujemy na 1 cm, wycinamy kółka na które nakładamy po dwie połówki śliwek i lepimy. Twarogowe knedle wrzucamy do wrzącej, osolonej wody i
gotujemy 8 minut.
- Bułkę tartą prażymy na suchej patelni, po chwili dodajemy masło i
cynamon. Gotową bułką
tartą polewamy ugotowane knedle. Smacznego!
Dziś mamy wyjątkowy dzień- Dzień Dziecka- i właśnie z tej okazji postanowiłam przypomnieć sobie smaki ze swojego dzieciństwa. Każdy weekendowy poranek zaczynałam właśnie od takiej bułki z dużą ilością kruszonki. Przekrojona na trzy części, posmarowana jeszcze nieroztopionym masłem i obficie oblana miodem akacjowym. Do tego obowiązkowo kubek ciepłego mleka lub kakao. Czy poranki mogłyby lepsze? Oczywiście, że nie! Z braćmi już od progu staliśmy i wyczekiwaliśmy, aż rodzice wrócą z porannych zakupów i będziemy mogli zajadać się tymi pysznościami. Obecnie smakują jeszcze lepiej bo mogę przygotowywać je sama, a więc nie muszę czekać do soboty, a zwyczajnie wracać do tych wspomnień i smaków dzieciństwa o wiele częściej :) A Wy macie swój smak, który kojarzycie z beztroskim dzieciństwem?
Składniki:
- 600g mąki pszennej
- 120 g masła
- 200 ml ciepłego mleka
- 50 g cukru
- 42 g świeżych drożdży
- 4 jajka
kruszonka:
- 5 łyżek cukru pudru
- 3 łyżki masła
- 3 łyżki mąki pszennej
Przygotowanie:
1. Drożdże rozcieramy z cukrem, 3 łyżkami mąki oraz ciepłym mlekiem. Całość
dokładnie mieszamy, tak żeby uniknąć grudek.
Naczynie z zaczynem odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
2. Jajka ucieramy z pozostałą ilością cukru na puszystą pianę. Do naczynia wsypujemy mąkę i dodajemy roztopione masło, jajka oraz wyrośnięte drożdże. Ciasto wyrabiamy min. 10 minut, aby było gładkie i elastyczne. Gotowe ciasto pozostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na min. 60 minut. W tym czasie z podanych sskładników możemy przygotować kruszonkę, która jest niezbędna.
3. Z wyrośniętego ciasta odrywamy po kawałku masy i tworzymy kulki, które układamy na blaszce w 5cm odstępach. Każdą bułkę smarujemy wodą i posypujemy kruszonką. Ponownie przykrywamy ściereczką na min. 20 minut. Po tym czasie bułeczki wstawiamy do piekarnika i pieczemy w 180 stopniach przez 15-25min, aż się zarumienią. Bułki utrzymują świeżość do 7 dni, jednak wątpię, że coś do tego czasu mogłoby zostać :)